wtorek, 8 lutego 2011
Fanny i Aleksander (1982)
warto było wstać dzisiaj wcześnej i (mimo czterdziestominutowego spóźnienia) dotrzeć do szkoły na ten trzygodzinny seans. szweckie kino. piekielnie trudny. piękny.
świat widziany oczami dziecka, z jednej strony zimny i okrutny dom ojczyma, z drugiej groteskowa rodzina aktorów. fabuła zdaje się być banalna, i, owszem, byłaby taka, gdyby nie słowa. (o ile życie byłoby łatwiejsze, gdybyśmy nic nie mówili!) do filmu wkradają się przemyślenia egzystencjalne, filozoficzne, mnóstwo pytań o istnienie Boga i moralność. tak naprawdę każdy wyciągnął z niego inne wnioski, tak myslę
"ogarnęłam emocje, które wychodziły z ciała i dlatego mogłam nad nimi zapanować. ale rzeczywistość i tak się rozsypała"
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz