przyszywają się do swetra, same, bez pytania i, zapinając się szczelnie, duszą w żelaznym uścisku. z dnia na dzień, skóra ciemnieje i krwawi, ciało staje się bezsilne. krawiec wykorzystuje to, bierze mnie za rękę, stawia na podwyższeniu i bawi się pomysłami, rozbiera, pozbywa się wszystkiego, pod czym się ukrywałam. w końcu, gdy przystraja mnie tylko nagość i bezbronność dostrzega, że jestem gotowa. wypycha mnie na wybieg, ubraną w zniszczoną, płaczącą skórę a ja z naszyjnikiem wstydu na szyji, modlę się, żeby przestał mną manipulować.
ludzie wybuchają śmiechem
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz