nic, ale to nic nie zastąpi emocji, jakie odczuć można podczas słuchania muzyki na żywo.
dźwięk wydobywający się z membrany, rosnąca temperatura i ten hałas graniczący z bólem... warto żyć, by być świdkiem cudownego aktu muzycznej miłości. to tak jakby wszystkie instrumenty łączyły się ze sobą w więzy, których nikt, ale to nikt nie jest w stanie choćby rozluźnić. muzyka kocha się, tą najbardziej namiętną, niezastąpioną miłością i dzieli się sobą z wszystkimi tymi, którzy oddadzą jej choćby cień zainteresowania. instrumenty są rozwiązłe. bez krzty kłamstwa, wydobywają cichutkie jęki z drżącej struny czy klawisza. dopełniają się, dając rozkosz, tą jedną jedyną, której piękna nie da się opisać. muzyka ejakuluje, instrumenty wiją się w namiętności, by po chwili, stopniowo oddać światu nieco ciszy. serca płoną, moje serce płonie, chcę być częścią tej muzyki, chcę skakać, płakać, żyć! zamykam oczy. czuję, że jestem
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz